Wolfenstein: The Old Blood

Blazko po raz kolejny staje na przeciw nazistom. W tej odsłonie Wolfensteina przenosimy się do Wulfsbergu, gdzie to musimy wyrwać z łap niejakiej Helgi teczkę, która zawiera dane mogące odwrócić losy wojny. Wojny, w której alianci dostali solidnego łupnia.

The Old Blood to prequel do wydanej w 2014 roku gry – Wolfenstein: The New Order. Możemy w nim zapoznać się z tematem alternatywnej rzeczywistości. Realiów, które zastaliśmy w roku 1946. Niemcy wcale nie przegrali drugiej wojny światowej. Wręcz przeciwnie, alianci są w głębokiej defensywie. Hitler wraz z swoją Rzeszą dokonują eksterminacji całej państw i tylko nieliczni mają na tyle odwagi aby stanąć na drodze temu szaleństwu. Jednak Polacy to naród bitny – im gorsze położenie tym większe pokłady sił z siebie wydobywają. Czemu mówię o polakach? Ano główny bohater, William Blazkowicz to syn polskich emigrantów. Zaciągnął się u jankesów i pracując w Biurze Tajnych Operacji rozpracowuje działania dywizji SS od spraw paranormalnych.

wolfenstein_tob_castle

Zamek Wolfenstein

W tej konkretnej części twórcy z firmy Bethesda łączą fabułę starych produkcji z wydarzeniami ujętymi w The New Order. Zresztą nie tylko fabułę. Jedną z ciekawostek jest możliwość przeniesienia się do starego Wolfensteina 3D, który został zaimplementowany jako minigierka. Odszukując specjalne miejsca do spania przenosimy się do pixel-owaj krainy gdzie również eliminujemy nazistów – tylko w oldschoolowym stylu. To nie jedyna z ciekawostek ale nie ma sensu wszystkiego odpowiadać – trzeba po prostu samemu się przekonać. Wracając jednak do aspektu opowieści przedstawionej przez zespół narracyjny… Mamy pokrzyżować plany nazistów, którzy kierując się pewną średniowieczną, legendą chcą odszukać kolejną wunderwaffe, która może zakończyć zmagania wojenne. Początek jest dość prosty, jako tajny agent w hitlerowskim mundurze przemykamy się do zamku Wolfenstein. Nie jesteśmy sami, pomaga nam Agent Numer Jeden. Jak to przeważnie bywa w takich grach, wszystko zaczyna się partolić. I to naprawdę konkretnie. Tak czy inaczej nie z takimi komplikacjami radził sobie William. Przechodzimy przez wszystkie etapy, od walki stealthowej po frontalne wymiany ogniowe. Mamy wiele możliwości i projekt map pozwala na kilka rodzajów podejść. Niestety mój „rush” mode zawsze kończył się frontalną wymianą ogniową. Pod tym względem broni nie ma wiele ale mamy możliwość trzymania ich oburącz oraz dodatkowo zaimplementowano tryby alternatywne. Strzelanie jest przyjemne i sprawia dużo radości. Przynajmniej mi… Dlatego nawet jak nie udało się przekraść między przeciwnikami to i tak naciskanie na spust miało swój klimat. A do dyspozycji dostaliśmy nóż, gazrurkę (najlepsza broń…), Handgun 1946, Kampfpistol, karabin szturmowy, Bombenschuss, karabin maszynowy, Schockhammer i przy końcówce dochodzi obrzyn. Tak ten obrzyn – wykorzystany w teaserze gry. Przejdźmy na szybko do dostępnych rodzajów trybów strzelania z broni. Bombenschuss może mieć doczepioną lunetę, dzięki której możemy pobawić się w snajpera. Kolejny dodatek – zwykły pistolet może mieć dołączony tłumik, który pozwala na ciche eliminowanie oponentów. Znacznie to ułatwia walkę np. z oficerami, którzy przyzywają posiłki. No więc pora przejść do AI-ów w Old Blood.

wolfenstein_tob_weapons

Bronie dostępne w The Old Blood

Pod tym względem w mojej ocenie gra leży. Sztuczna inteligencja jest naprawdę BANALNA. Nie wiem na ile to chęć ułatwienia rozgrywki a na ile to lenistwo projektantów i programistów odpowiedzialnych za ten aspekt. Zasięg widzenia jest bardzo krótki, przeciwnicy lecą ławą, podział poziomów został wykonany na bazie kilku aren – starannie oddzielonych – aby nie wystąpiła jakaś wpadka. Bronie typu przeróbka Lugera z tłumikami mogą zestrzelić wroga na drugim końcu mapy. Zero redukcji obrażeń czy też efektywnego zasięgu rażenia. Nie ma co oczekiwać cudów jeśli chodzi o zaskoczenie działaniami wroga. Nope… Głupi, liczni i przeważnie dobrze opancerzeni naziści – jak pozna się schemat ich działania – stają się łatwym celem.

wolfenstein_tob_posters

Plakaty w grze, multum detali ale w niskiej rozdzielczości…

Kolejnym elementem, do którego mam zarzuty to grafika. Przy szybkiej wymianie ogniowej i przelocie gry „na pałę” może nie zwróci się na to uwagi. Ale niestety ja jestem typem „liżącym ściany”. No i niestety widać chamskie optymalizacje obiektów występujących w The Old Blood. Dużo elementów jest kanciastych i oranych kilofem a nie pieszczonych drobnym dłutkiem. Rozumiem w czym rzecz ale niestety rzuca się to w oczy i mnie osobiście bolało. Choć z drugiej strony trzeba przyznać, że Bethesda przyłożyła się do bogactwa przedmiotów i widać to po pomieszczaniach czy środowisku. Różnorodność została wykorzystana przez panów z enviro i level design-u tworząc niesamowite przestrzenie do prowadzenia rozwałki. Aczkolwiek i tutaj zdarzały się wtopy. Dla mnie takową było chamskie wykorzystywanie tego samego okratowania przejść – często wytrąconego z imersji w wielu pokojach czy piwnicach. Super nowoczesna krata w średniowiecznym zamku gdzie dominuje drewno i kamień? Nie – to nie jest dobrze zrobione. Próby ułatwienie graczom odnalezienia dalszego przejścia powinien być trochę inaczej zaimplementowane. Skończmy jednak z tym narzekaniem. Kolejnym punktem, który chce poruszyć jest muzyka. A ta robi swoje od samego początku. Budowanie atmosfery, szczególnie w trakcie walki naprawdę świetnie się sprawdza. Przejścia między akcją powinny być lepiej dopracowane i odrobinę szybciej przełączane ale audio zdecydowanie jest mocnym punktem.

Podsumowując – przed rozpoczęciem zabawy byłem „pozytywnie nastrojony”. Czekałem na możliwość zagrania w The Old Blood od dawna i myślałem, że rozgrywka mnie porwie. Niestety tak się nie stało. Dziesięć godzin wystarczyło na spokojne przejście całej fabuły bez spinania się i z uwzględnieniem rozglądania się po okolicy (choć achievementy mam zaliczone w 40%). Historia niestety nie porwała i przechodziłem grę po paru rozdziałach The Old Blood raczej tylko z powołania zawodowego… Jako gracz niestety się nie wkręciłem. Liczyłem m.in. na humor, który był mocnym elementem The New Order. Tego tutaj trochę zabrakło. Były smaczki ale na tyle rzadkie i drobne, iż zostały przygniecione przez resztę elementów. Na szczęście walka była w porządku i to związało mnie z The Old Blood do samego końca. Końca, który niestety również trochę rozczarował… Moja ocena to 6/10. Wciąż jednak mam nadzieję, że uda mi się wyłapać The New Order i nie chodzi tutaj o rozbudowywanie mojego monstrualnego Pile of Shame. Na zakończenie jeszcze warto wspomnieć o wpadce polskiej aktorki… Spokojnie – nie chcę sprowadzić mojego bloga o grach do poziomu pudelka. Alicja Bachleda-Curuś będąca aktorką dubbingową przy The New Order chlapnęła trochę za wiele w jednym z wywiadów dla TVN (link – 5:12). Trwają prace nad kontynuacją głównego tytułu więc jeszcze usłyszymy o panu Blazkowiczu. Zobaczymy w jakiej będzie formie…

Serię The Old Blood nagrałem w formie gameplay-ów. Są one dostępne na moim kanale youtube (link). Poniżej pierwsza część.

Related posts

Fallout Shelter

Fallout Shelter


Fallout Shelter

Gry mobilne to nie jest do końca moja broszka - pogrywanie na telefonie to w moim przypadku rzadkość. Czasu nigdy nie ma za wiele a jak już się coś uda wyłuskać to z reguły wygrywa PC, na którym wciąż czeka na mnie olbrzymich rozmiarów Pile of Shame. Jednak Bethesda Softwork potrafi budować...

Star Wars: Battlefront

Star Wars: Battlefront


Star Wars: Battlefront

EA nieźle sobie ostatnimi czasy radzi, wyrzucając na rynek ciekawe tytuły. Co by nie mówić Battlefront wpisuje się w ten trend. W 2013 roku na E3 gruchnęło konkretną informacją. EA ogłasza iż ich sztokholmskie studio - DICE - zabiera się za produkcję kolejnej gry z serii Star Wars. Ekipa...

Puzzle Craft

Puzzle Craft


Puzzle Craft

Dawno nie miałem takiego ssania na zwykłą grę. Puzzle Craft potrafi zawładnąć duszą gracza! Z ciekawości w ramach researchu wpadłem na tytuł Puzzle Craft 2. Odpowiada za niego polska firma AT Games więc skoro jest dwójka to gdzieś musi również być i jedynka. Odpaliłem swojego LG G2 i wpadłem...